Prometeusz 2010-02-09 11:59:57

Bezzasadnie siedziałam przed komputerem i ryczałam. Żeby się wyrwać z tego chaosu elementów, na które się rozpadłam, pojechałam na spacer z Thorem. I tak dwie i pół godziny w mrozie, w lesie, na wygwizdowie. I było tak, że szliśmy wzdłuż linii wysokiego napięcia, bzyczała sobie monotonnie.
- Nawet taką stal, z jakiej są zrobione te słupy, da się stopić. W kilku tysiącach stopni - mówi od niechcenia.
- Ale jak? - podejmuję temat.
- Aluminium płonie w takiej temperaturze. Wystarczy taki proszek zaliuminiowy, to się nazywa biel...
- Ale rozpalić to do kilku tysięcy stopni? - przerywam.
- Są na to sposoby.
- Nie podejrzewałam cię o takie niszczycielskie skłonności - kręcę głową.
- Oj tam, na każdy jeden pożyteczny wynalazek przypada sto niszczycielskich.
- No zobacz - popadam w konkluzję. - Taki Edison mógł świat wysadzić, a wymyślił żarówkę.

Po prostu Prometeusz technologiczny. Ogień współczesności zapakowany w cienkie szkło.

skomentuj (0)

Mamroty 2010-02-07 00:07:25

Metodą na zdanie egzaminu wcale nie musi być nauczenie się materiału. To wprawdzie najbardziej prawdopodobna metoda, może jednak istnieją inne, pomocnicze, działające na zasadach czarów-marów psychologicznych? Istnieją. Ściągi. Mimo zbierania rad, sposobów i metod, nie nauczyłam się ściągać w tej sesji. Owszem, ściągi przygotowuję, potem zaś nie wystarcza mi czasu, żeby je na sobie i wokół poumieszczać. Albo ich nie wydrukuję, nie potnę czy coś w tym guście. Zamiast więc grzebać w papierkach na egzaminie i stresować się, że wszystko przepadnie, zwyczajnie grzebię w pamięci. Bywało, że takie "podzwonne" w głowie mnie uratowało.
Znalazłam jednak inną zależność. Otóż tym lepszy mam wynik egzaminu, im lepszą mam sposobność pomamrotać sobie nad testem.
Znienawidzone mamroty wreszcie się na coś przydają.
Zanim to na dobre odkryłam, sesja mi się skończyła.

skomentuj (0)

Odwilż 2010-02-05 15:20:49

brzozy na śniegu
ociekające wodą
pachną przedwiośniem

skomentuj (0)

Numer 36 2010-02-03 22:41:47

Zaprowadziłam Córkę do mojego dentysty, bo go lubię.
- Usunie pan zęby mojej Córce? Czy mam iść na chirurgię?
Podjął się. Wiedziałam, że mogę na niego liczyć.
Zastrzyk znieczulający najcieńszą igłą, asystentka trzymała za uszy. Córka siedzi i ociera łzy, dentysta opisuje poprzednich pacjentów w papierach. Córka odwraca się do mnie z fotela i uśmiecha krzywo. Tuż przed rwaniem, kiedy zdrętwienie objęło jej pół twarzy, gestem prosi o zeszycik i szybko notuje: "I don't speak".
W nagrodę miał być kebab, jednak lekarskie ostrzeżenie odsunęło tę wizję o dwie godziny. Wleczemy się w międlącym śniegu po mieście i dokonujemy potrzebnych zakupów. Koci sklep, papierniczy, wreszcie nastała pora na szukanie butów, bo te, co na nogach, zupełnie się rozklapciały.
- Numer 36, płaskie.
- Tylko damskie.
Damskie, wiadomo, na obcasie albo niewspółmiernie drogie. Przeszłyśmy wszystkie znane sklepy obuwnicze. Reakcje takie same. Damskie. Dziwna rzecz, że większość sklepów na głównym deptaku mojego miasta stanowią obuwnicze. W ostatnim ten sam tekst o poszukiwanym przedmiocie.
- Znajdzie się.
Patrzę na asortyment i mam zastrzeżenie następne:
- Ale nie zamszowe. Mogą być skórzane...
- Nie prowadzimy skórzanych.
I dostałam szału. Złapałam się za głowę z towarzyszącym jękiem z trzewi, potrząsnęłam czapką, bo do włosów nie sięgnęłam.
- Albo plastikowe! - zakrzyknęłam w rozpaczy. - Jakiekolwiek całe buty dla tego dziecka!
Znalazły się. Córce się podobają, postawiła je przy swoim łóżku.
Już nie udało mi się znaleźć tyle hartu ducha, żeby poszukać bardziej skutecznie kostiumu kąpielowego. W jednym sklepie sportowym nie ma nic, co dotyczyłoby pływania, w bieliźnianych mają głównie push-upy z drutami, a drugi sportowy zamknięty z powodu remontu basenu, zaś sklep przy basenie czynnym wyposażony w kostiumy dla dorosłych lub dla dzieci.
To nie młodzież jest wybredna, to młodzieży się nie przewiduje jako konsumentów!

Tak dobrze mi idzie wyrażanie szaleństwa duszy w poszukiwaniu dóbr dla dorastającej Córki, że oszaleć nie mam szans. Ale osiwieję na pewno.

skomentuj (1)

Rura z ciepłem w środku 2010-02-02 16:22:49

W samym środku płynie woda o temperaturze 160 stopni Celsjusza. Niemożliwe? Możliwe, bo pod ciśnieniem. Więc rura musi mieć grube ściany, porządna stal. Dodatkowo, żeby ograniczyć straty ciepła, musi być w takim blaszanym kołnierzu. Ten kołnierz, a raczej płaszcz, musi być szczelny - żadnych zagięć, nieszczelności ani ubytków. O ubytki bardzo łatwo tutaj na Śląsku, gdzie jest społeczne i zwyczajowe przyzwolenie na utylizowanie metali w  skupach złomu. Jeden pan wymyślił więc zastąpienie tych blach jakimś plastikiem, który wygląda jak papa, taka dekarska. Ma patent. Żeby system działał, rury muszą mieć zakręty, tak zwane kompensacje. Nie tylko w poziomie, ale również w pionie. Więc na takich stalowych konstrukcjach spoczywają sobie w pozycji półleżąc - bo przecież rozszerzalność cieplna metali - muszą być pod pewnym kątem ułożone. Pracują, sprężynują.
Jeden metr bieżący takiego ustrojstwa kosztuje kilka tysięcy złotych. W województwie śląskim rur ciepłowniczych jest ponad dwa tysiące kilometrów. Miały utworzyć cały system, taką pętlę, żeby całe grzanie wody mogło sobie latać dookoła i żeby nie dochodziło do takich awarii, jak ostatnio w Katowicach. Bo możnaby tego uniknąć, gdyby inwestycja była dokończona. Nie płynęłaby ta gorąca woda z jednej strony, to płynęłaby z drugiej. Ale dwa końce ciepłociągu nigdy nie zostały połączone. Doszło i do tego, że ciepłociąg został zaślepiony 600 m od osiedla, które miało być ogrzewane z rury. Oj tam, niech się grzeją węglem, skoro tyle go na Śląsku jest. A niska emisja? Kij z emisją, było nie mieszkać na Śląsku.
Ciepłociągi na Śląsku to potężna inwestycja. Prowadziły ją władze PRL. Jeden podpis Balcerowicza przerwał ją w pół słowa. 600 metrów od osiedla w Będzinie, zaślepką.

skomentuj (0)

Nie to, czym się mieni 2010-01-30 05:05:48

PiS nazywał siebie partią prawicową, a jak jest - wiadomo. Czego nie uświadamiali sobie zwolennicy.
Jednak wciąż nie pojawia się w społecznym odbiorze rozróżnienie między liberalizmem a konserwatyzmem.
Bo tak: państwo ograniczone do minimum ? - konserwatyzm. Decentralizacja władzy? - konserwatyzm. A znowu prawo do lekceważenia prawa, które sprzeczne jest z prawem naturalnym (i logiką!) - liberalizm.
Wciąż się nie wpasowuję, jak - przypuszczam - większość Polaków. Czemuż więc mój protest budzi sytuacja, kiedy na zgromadzenie kulturalne wyraźnie naznaczone piętnem socjalizmu przychodzi człowiek ustrojony w piórka konserwatyzmu lecz z sercem pałającym gorącym umiłowaniem socjalistycznopodobnej równości społecznej i obraża kobietę? A potem rozsiewa defetyzm i miażdży - potem! - krytyką ideę zgromadzenia?
No bo się po liberalnemu wydawało (i zbyt często się w Polsce wydaje), że kiedy się mówi o problemie, to się ten problem tworzy. I w ten sposób występuje przeciwko Wartościom.
Bo jakby się zapominało, że jednostka ludzka ma prawo do własnej hierarchii tych Wartości, co niczym dziwnym być nie powinno w społeczeństwie wieloetnicznym i z piętnem czy błogosławieństwem relatywizmu.
Tak czy siak konserwatyzm górą! We wszystkich odcieniach socjalistycznego liberalizmu.

I kolejny egzamin za mną.

skomentuj (0)

Kompromitacja 2010-01-24 21:51:26

Poszłam do szkoły, Córce zostawiłam klucze, bo wiadomo, co zrobiła ze swoimi, a miała iść po chleb. Nie poszła.
Wracam zmarznięta, dzwonię domofonem. W tym momencie zza rogu wychynęła sąsiadka, drzwi otworzyła zanim do Córki na górze dotarło, że chcę wejść. Żażądałam jedynie ustawienia czajnika na gazie.
iIdziemy z sąsiadką, rozmawiamy o komarach w lecie, które ponoć mróz ma wybić. Po klatce schodowej się niesie.
Drzwi do mieszkania napotykam otwarte, za nimi drżąca Córka:
- Myślałam, że z kimś idziesz do nas i szybko musiałam wyłączać w komputerze jedną stronę, bo bym się skompromitowała.
- A co oglądałaś?
- Teletubisie.

skomentuj (1)

Pan dr Mizogin 2010-01-24 19:02:29

Pan doktor dwojga naukowych specjalności, niepopularnie połączonych w człowieku na pozór dowcipnym. Na pierwszych zajęciach rozluźniał grupę dowcipami o wydźwięku antyfeministycznym. Również o stawianiu ocen za urodę, które nie zawsze są pozytywne. No, nie załapię się, myślę, muszę się wykazać pracowitością, czyli napisać referat. W referacie najważniejsza była bibliografia, zanim jednak doszło do przedstawienia dzieła, trzeba było przejść przez zajęcia gęsto okraszone niechęcią do wszystkiego, co z kobietami związane.
Na ostatnich zajęciach dzieła zostały przedstawione. Mówi, że bardzo polubił naszą grupę, bo taka urodziwa!
Koleżanka obok mnie, też w pierszej ławce, ma odpowiadać, gdyż nie wykazała się pracowitością w postaci referatu.
Pan dr Mizogin stawia jej piątkę:
- Pani na poewno umie, po oczach widzę. Pani też - to drugie do mnie. - Zresztą, to chyba najłatwiej uzyskana piątka na tych studiach.
Zaprotestowałabym, gdyby nie przyzwyczajenie do pomijania milczeniem wszystkich głupot pana doktora. Byłam też niewyspana.
Potem hurtem wpisywał oceny kobietom, które się nie wykazywały pracowitością.
- Czwórka? - dziwi się jedna, jeszcze przy katedrze.
- Jeszcze się nie zdarzyło, żebym kobiecie tróję postawił! - wyjaśnił.

Śmieszni są ci mizogini.

skomentuj (1)

Księga Gości


statystyka